By P Web Design Company
Ten artykuł będzie dość osobisty. Z ważnego powodu: coaching jest dość osobistym procesem, który angażuje dwie strony, również emocjonalnie…
Gdy mowa o coachingu, przede wszystkim spotykam się z zainteresowaniem dobrymi pytaniami, procedurami i narzędziami, reakcjami coachowanych. Rzadko otrzymuję pytanie: a coach? Co się podczas takiego spotkania dzieje z coachem?
To, czego doświadcza coach, bywa ważnym narzędziem pracy. Dla mnie na pewno. Opowiem pewną historię.
Pracowałam kiedyś z osobą - nazwijmy ją X - mocno trzymającą się swojego lęku i przekonań. Nie ujawniało się to zbyt wyraźnie na co dzień – po prostu X nie podejmował dobrych dla siebie decyzji i trwał w układzie zawodowym narażającym go na ustawiczny stres. Trzeba dodać, że był to układ na tamten moment niemożliwy do zmodyfikowania. Już podczas drugiego spotkania poczułam niezrozumiałą irytację. Zwykle doświadczam neutralnej ciekawości lub ekscytacji tym, co mówi i przeżywa mój klient. Zdarza się, że przeżywam smutek wraz ze swoim klientem (cóż, jestem coachem-kobietą). Ale odczucie złości w sytuacji związanej z bezpośrednią pracą z klientem zaskoczyło mnie i – oczywiście – zawstydziło. Tym bardziej, że rozmaite stany, emocje, postawy moich klientów to dla mnie świat niezwykły, z całą pewnością nie irytujący. Tak mocna emocja – negatywna – wydała mi się sygnałem, że natrafiliśmy na jakiś mój kłopot. Taki byłby pierwszy kierunek myślenia (jak sądzę) każdego przytomnego coacha lub terapeuty. Z różnych względów nie poprzestałam na pierwszym skojarzeniu i… opowiedziałam o tym, co czuję, mojemu klientowi. Zapytałam, czy sądzi, że to moja reakcja na jakąś kwestię, która odzwierciedla mój problem, czy może jednak prawdopodobne jest, że moja reakcja odzwierciedla coś innego. Czy zgadną Państwo, co się okazało?
Mój klient zastanowił się i stwierdził, że chyba nie do końca zdawał sobie sprawę ze złości, jaką on sam odczuwa wobec świata. Ma już dość niesprawiedliwości, chciwości, podłości, agresji, przemocy, przewrotności. Doświadczał tego jako dziecko i stale doświadcza tego w dorosłym życiu. Czuje się bezsilny i… naprawdę wściekły. Wściekły przez całe życie! Ma tak naprawdę ochotę ukarać pół świata!
To był ciekawy moment w naszej pracy, bo w tym właśnie punkcie rozpoczęła się droga X-a do samego siebie. Brzmi nieco górnolotnie, wiem. Ale faktycznie to była chwila bardzo brzemienna w skutki. Mój klient rozpoczął wędrówkę po swoim świecie, z dużo większą odwagą oglądając w sobie to, co mu przeszkadza w byciu szczęśliwym i skutecznym człowiekiem. Natrafił na kilka nieprawdopodobnie zatruwających przekonań, które mu utrudniają czucie siebie i realizowanie tego, co uważa za ważne.
Odetchnęłam z pewną ulgą, bo postawienie sprawy tak otwarcie mogło zakończyć się oporem i narazić nas na mozolne odbudowywanie poczucia bezpieczeństwa. To niesamowite – a zdarzyło się przynajmniej kilkakrotnie – że naprawdę nieprzyjemna emocja, jaką przeżywam w kontakcie z klientem, okazuje się czasem pomagać, a nie przeszkadzać w pracy. Jest przynajmniej kilka wyjaśnień tego zjawiska. Ciekawe, co myślą o tym inni coachowie i ich klienci….